Katastrofa

Katastrofa Coś, co wyglądało na standardową usterkę zaczęło narastać. Normalnie można skorzystać z drugiej pompy, lecz tej nocy jest ona w konserwacji. Uruchomienie jej rozwiąże problem. Dokumenty wykazują, że zaplanowana konserwacja jeszcze się nie zaczęła, więc pompa może zastąpić tę uszkodzoną. Zostaje ona przywrócona do działania przez głównego operatora. Niedługo potem, nowy problem zaczął komplikować sytuację. Zauważono mały wyciek gazu na pokładzie nad pompą. Alarm zostaje wyłączony, a informacja o awarii przekazana innemu członkowi załogi. Sytuacja zaczęła się komplikować, gdy otrzymano następujące po sobie ostrzeżenie o kolejnych przeciekach. Potem nastąpiło coś bardziej złowieszczego: był to alarm o dużych wyciekach gazu, które występowały bardzo rzadko, ale były poważne. Kilka minut potem, płynący niedaleko statek zauważył wybuch i niebieski ogień pod platformą. Przypadek sprawił, że na drugim statku jeden z marynarzy robił zdjęcia i usłyszał wybuch. Tym sposobem na zdjęciu zostały uwiecznione dowody tragedii. W lipcu 1988 r. wybuch platformy Piper Alfa zakłócił spokój i pracę 226 jej mieszkańców. Operator, przebywający w pokoju kontrolnym, aż do chwili wybuchu sądził, że była to rutynowa zmiana. Wszędzie było dużo dymu, nic nie działało: ani prąd, ani turbiny. Pracownik ten przeprowadził czynność standardową, czyli uruchomił układ awaryjnego wyłączenia platformy i wyszedł. Zawory automatycznie zamykają linię ropy i gazu. Wyłączają się również generatory elektryczne. Główny panel uległ zniszczeniu, dlatego nie było słychać żadnego alarmu, a na głośnej platformie zapadła cisza. Na stojącej w ogniu platformie, pracowników otaczał dym i płomienie. Są oni uwięzieni 20 m nad poziomem morza. Któryś z ludzi znalazł linę, którą przywiązano do poręczy i zaczęto po niej schodzić. Z pokładu, który znajdował się sześć m nad wodą skoczyli do morza. W pobliżu platformy zawsze znajdowała się łódź ratunkowa. Są też na szczęście statki, które kładą rusy pod wodą. Wszyscy więc wysyłają szalupy ratunkowe.